Wspomnienia matki Magdaleny Łazowskiej

Cnoty Matki Kazimiery – notatki zebrane przez Magdalenę Łazowską 



Matka była usposobienia bardzo wrażliwego i gwałtownego. Wybuchała prędko, ale szybko wracała do równowagi i uspokojenia. Wspólne wynikały stąd przykrości i chwilowe podrażnienie. Mając sumienie wielce delikatne, subtelne i pragnąc zadośćuczynić za te uchybienia przed Bogiem i dać dobry przykład SS., na jednej z kapituł rocznych przed Ofiarowaniem Matki Bożej, kiedy siostry były licznie zebrane, po krótkiej nauce o miłości wzajemnej, po obwinieniu się, Matka kazała wszystkim siostrom wstać i klęcząc do każdej podchodziła, z wielkim przejęciem całowała nogi, przepraszając, że była Im powodem niejednokrotnie do przykrości. Było to wielce budujące, płakały rzewnie, ale wobec stanowczej woli Matki, pomimo wielkiego stąd bólu, poddać się musiały. Poza tym wiele razy oskarżała się przed siostrami, że z powodu jej choroby nie mają w niej dobrego przykładu. 

Posłuszeństwo

Matka miała bardzo wysokie zrozumienie posłuszeństwa zakonnego. Sama je ślepo spełniała w stosunku do swojej przełożonej p. Chudzyńskiej. Gdzie szło o spełnienie najmniejszego jej życzenia, tam przełamywała wszelkie trudności. Przypominam sobie pewien epizod z pierwszych lat powołania Matki (sama mi opowiadała). Na dane przez P. Chudzyńską polecenie, Matka wybierała się pójść z jakąś ważną wizytą. W owym czasie noszono wysoko upięte włosy. Własny bujny czarny warkocz aż nadto Matce wystarczał, ale P. Chudzyńska na próbę kazała Matce jeszcze przypiąć swój sztuczny warkocz, już dobrze szpakowaty. Przyjęła to polecenie z uległością i zabierała się do wykonania, tylko P. Chudzyńska jeszcze w porę cofnęła. Kiedy już Matka na stałe zamieszkała w Przytulisku i była zajęta z którą z Sióstr ważną sprawą, a P. Chudzyńska przybyła, w tej chwili przerywała rozmowę i szła pośpiesznie do niej, a Siostry nieraz się na to burzyły, płakały i nie mogły Matki zrozumieć. Inaczej postąpić nie mogła wobec wymagań P. Chudzyńskiej. W tej walce lata schodziły. Szlachetność Matki nie pozwalała zdradzić przed P. Chudzyńską tych trudności, jakie wynikały z Jej wymagań, rozgoryczenie i niezadowolenie Sióstr. Na zdrowie Matki wiele to ujemnie oddziaływało. Matka nie użalała się, a P. Chudzyńska wielce życzliwie była usposobiona do naszych Sióstr i budowała się w przekonaniu, że miały wiele ducha zaparcia i posłuszeństwa. Np. w czasie wspólnego pobytu w jednej willi w Ciechocinku, Matka nasza swej Przełożonej odstępowała wszystkie wygody, jakie Jej, jako chorej należały się. Siostry nasze dzieliły z polecenia Matki swoim lokum z Siostrami z Pięknej. Tak wysoko pojmując ducha zakonnego Matka była wielce wymagającą od Sióstr.

Niejednokrotnie odzywała się z tym: brak ducha zakonnej obserwancji sobie przypisywała: ciągła choroba nie pozwalała Jej wiernie spełniać wszystkich przepisów Konstytucji. Nie mogła być wszędzie obecną i świecić Siostrom przykładem. To ją wielce bolało. Skoro wymagała, powinna dać przykład. 

Z opowiadania Ks. Inf. Brzeziewicza w Anielinie

W r. 1885 ks. Inf. Brzeziewicz był wikariuszem przy parafii Św. Krzyża. Jako spowiednika radziła się Matka w rozmaitych swoich tarapatach, między innymi prosiła o radę, czy nie wrócić na Piękną czy pozostać w „Przytulisku”? Prosił o zwłokę kilku dni. Kiedy Matka poszła po decyzję, radził opuścić „Przytulisko” i wrócić tam, gdzie Matka związana ślubami. Matka jednak związana posłuszeństwem względem P. Chudzyńskiej odpowiedziała, że musi być uległa woli Przełożonych: O. Honorata i P. Chudzyńskiej.

Miłość siostrzana

Jeden z faktów tkliwej i pełnej wyrozumiałości miłości Matki dla Sióstr:
Siostra N. cierpiała na dotkliwe bóle głowy. Siostry w „Przytulisku” miały wtedy bardzo szczupłe pomieszczenie: wspólne sypialnie. Siostra ta weszła rano do pokoju Matki, która tylko co wstała z łóżka, ubierając się na Mszę św. i przedstawiła, że z powodu silnej migreny nie może pójść do Kaplicy. – Matka spojrzała ze współczuciem na zbolałą Siostrę i krótko zdecydowała: „kładź się na moje łóżko”. Siostrę to polecenie wiele kosztowało, chwilę zawahała się, lecz wobec stanowczo ponowionego życzenia Matki momentalnie je spełniła, nakrywając głowę dla ciepła i uciszenia. –
Wyszły z tego wielce humorystyczne następstwa:
Jedna z Sióstr weszła do pokoju Matki z jakąś kwestią, uklękła przy łóżku myśląc, że Matka leży i swoją sprawę przedstawiła. Zdziwiona milczeniem Matki, zmieszana idzie do Sióstr opowiadając, że Matka tak cicho leży, co to znaczy? Jedna mówi, że Matka była na Mszy św., druga, że jest na śniadaniu z Ks. Kapelanem. Wyszła sprzeczka. Sprawdzono i wtedy przekonano się, że w łóżku leżała S. N. – Ten wzruszający przykład miłości Matki zrobił na Siostrach głębokie wrażenie. – Jak która przyszła z użalaniem, że jej czegoś niezbędnego brak z bielizny, niejednokrotnie oddawała Matka to, co miała dla własnego użytku. –

Były i takie zdarzenia: wyjeżdżającą w dalszą podróż Siostrę przyodziała swoją niezgrabną, niedopasowaną do figury rotundą, co Siostrę w niemały kłopot wprawiało, lecz poddać się musiała. 

Miłość Matki dla Sióstr była nacechowana pierwiastkiem nadprzyrodzonym. Pomimo wielkiego serca nie było nic ludzkiego, zmysłowego w Jej obcowaniu z Siostrami. Kochała Je w Bogu i dla Boga, jakby lękając się, by je zbyt po ludzku nie przywiązywać do Swej Osoby, a z drugiej strony ceniła w Siostrach serce oddane Zgromadzeniu i przełożonym. Miłość Jej dla Sióstr była rozumną. Zawsze miała na celu dobro duszy. Wyrozumiała i pełna pobłażliwości dla słabszych charakterów. Surowsza i wymagająca dla dusz mocniejszych. Te były surowiej próbowane i doświadczane. – Zaledwie spostrzegła uznanie winy i pokorne przyjęcie uwagi, wnet Ją to rozbrajało, tylko nie znosiła krętych charakterów i zarozumiałych, do których trudno było trafić.

Jeden z faktów: S. N. popełniła nieposłuszeństwo wbrew zaleceniom lekarza. Przyszła do Matki oskarżyć się i surową otrzymała naganę. Siostra rozpłakała się przy Matce. – Była pora na wieczorne ćwiczenia. Matka widząc roztkliwienie się tej Siostry, stanowczo powiedziała: „idź na pacierze, ale żeby więcej jednej łzy nie uronić”. Było dla niej wielką walką, całe pacierze patrzyła w sufit, by to polecenie spełnić. 

Po aktach wieczornych przyszła do pokoju Matki, by przeprosić za wyrządzoną Jej przykrość, a pierwsze słowa: „czy płakałaś?”. „Nie”. Wtedy z uśmiechem pełnym zadowolenia [Matka] dała Jej jabłko, które miała przyniesione dla siebie. Siostra odeszła uspokojona, z radością w duszy. 

Jak Matka była przemyślną i subtelną w oznakach miłości i troskliwości macierzyńskiej to drobny przykład z ostatniego roku Jej życia:

Siostra N. potrzebowała kuracji w Ciechocinku, lecz wobec Matki wymawiała się, nie chcąc obciążać Zgromadzenia w trudniejszych warunkach materialnych wobec rozpoczętej budowy domu nowicjackiego. Rada była, że ten projekt przeszedł w zapomnienie. Tymczasem Matka w sekrecie robiła starania o leczenie w sanatorium św. Tadeusza w Ciechocinku i kiedy wszystko było gotowe, wtedy jej oznajmiła, stanowczo polecając przeprowadzenie kuracji. Siostra ta do głębi wzruszoną była tą dobrocią i troskliwością Matki. 

Komentarze