21/ W służbie cierpiącym: W DNIU POGRZEBU MATKI

      W jednym z albumów zakonnych, jakie zachowały się w archiwum sióstr franciszkanek przy ulicy Wilczej, znaj­duje się fotografia śp. matki Kazimiery Gruszczyńskiej. Zdjęcie to zostało zrobione w kaplicy zakonnej w Kozieni­cach. Jej ciało spoczywa w skromnej trumnie, umieszczonej na prowizorycznym katafalku. Dłonie Zmarłej są złożone na piersiach, owinięte różańcem, twarz pełna pokoju. Wo­kół trumny znajdują się świece i mnóstwo kwiatów. Ciało Matki pozostawało w Kozienicach przez dwa dni - przez całą niedzielę do poniedziałkowego popołudnia. Tłumy miejscowej ludności odwiedzały kaplicę zakonną, składając hołd Zmarłej. W poniedziałek, 19 września 1927 r., w go­dzinach popołudniowych przed kaplicę sióstr franciszka­nek zajechał wóz żałobny, cały przybrany w kwiaty, by przewieźć trumnę z ciałem matki Kazimiery do miejscowej stacji kolejowej. Mieszkańcy miasta nie pozwolili włożyć trumny na wóz, lecz ponieśli ją do oddalonego o dwa kilo­metry dworca kolejowego. Kondukt pogrzebowy podążał wolno, uroczyście, był ostatnim wyrazem hołdu; jaki miesz­kańcy Kozienic składali swojej wielkiej rodaczce.

 
Następnego dnia, 20 września o godzinie czwartej po południu przywieziono trumnę do Warszawy. Tutaj została przyjęta w milczeniu pełnym żałobnej powagi. Z warszaws­kiego dworca wyruszył kondukt pogrzebowy prowadzony przez kapelana „Przytuliska", ks. Antoniego Kwiecińskiego w asyście kleryków stołecznego seminarium duchownego. Uroczysty pochód zmierzał w kierunku ulicy Wilczej. Gdy przechodzono obok „Sanatorium" św. Józefa przy ulicy Hożej, uczestnicy żałobnego pochodu zatrzymali się na chwilę, by uczcić w ten sposób pamięć fundatorki szpitala. Kondukt pogrzebowy dotarł do „Przytuliska", gdzie umie­szczono trumnę na katafalku w kaplicy zakonnej. Po od­prawieniu modłów liturgicznych kapelan „Przytuliska" wygłosił krótką egzortę. Podkreślił zasługi zmarłej w orga­nizowaniu pomocy chorym i cierpiącym. Mówił o jej włas­nych cierpieniach spowodowanych długoletnią chorobą. Ksiądz Kwieciński stwierdził, że matka Kazimiera niosła „pomoc rannym, cierpiącym ulgę, złamanym lub znękanym pokrzepienie". „Niosła ją sama zbolała i cierpiąca" - oświadczył. Kaznodzieja mówił o powszechnym szacunku, z jakim spotykała się działalność zmarłej: „Szacunek ten z biegiem czasu wzrastał zarówno u swoich, jak u obcych; uznanie świeckich i duchownych trwałem i powszechnem się stawało" - stwierdził kapelan „Przytuliska".

 
Nazajutrz, 21 września od wczesnego rana do godzin południowych odprawiały się przy trumnie Msze święte za duszę śp. Kazimiery Gruszczyńskiej. Kaplica wypełniona była wiernymi - mieszkańcami Warszawy. Tego dnia o go­dzinie piątej po południu zebrały się wokół trumny wszyst­kie siostry franciszkanki obecne na terenie Warszawy, by złożyć pożegnalny hołd Założycielce Zgromadzenia. Do zebranych sióstr wygłosił przemówienie ksiądz Adam Wyrębowski — kierownik duchowy zmarłej. „Przez dziesiątki lat kierowała Waszem Zgromadzeniem, była jego podwaliną, kamieniem węgielnym, myślą całego Zgromadzenia" - po­wiedział o Założycielce jej spowiednik. Przypomniał, że przez lat jedenaście kierował życiem duchowym Matki. W tym czasie miał możność poznać - jak się wyraził -„wielką jej duszę", całymi godzinami prowadził z Przełożo­ną rozmowy. W przekonaniu księdza Wyrębowskiego zmar­ła pozostaje dla całego Zgromadzenia „wzorem karności i posłuszeństwa". Nie znałem — powiedział - osoby „bardziej karnej, jak Wasza Matka", wymagała karności od in­nych i „sama była niesłychanie karna". Podkreślana przez księdza Wyrębowskiego „karność" przełożonej generalnej oznacza wyjątkowe poczucie odpowiedzialności za Zgro­madzenie i obowiązkowości, której była wierna do ostat­nich chwil swego ziemskiego życia. „Naśladujcie ją w tem, ten ład miejcie we wszystkim, czyniąc wszystko bez hałasu i trwogi — to Wasza Matka przekazuje w swym testamen­cie" - powiedział kaznodzieja do sióstr franciszkanek zgro­madzonych przy trumnie Założycielki.

 
Tymczasem napływały do Warszawy depesze i listy kondolencyjne. Przysyłali je między innymi biskupi: Wła­dysław Krynicki z Włocławka, Paweł Kubicki z Sandomie­rza, Czesław Sokołowski z diecezji podlaskiej. Listy kondo­lencyjne nadeszły również od księży i osób świeckich. Wszyscy podkreślali zasługi zmarłej w służbie cierpiącym.

 
W czwartek, 22 września, uroczystą Mszę świętą po­grzebową odprawił w kaplicy domu macierzystego fran­ciszkanek arcybiskup warszawski, kardynał Aleksander Kakowski. Egzortę podczas Mszy pontyrikalnej wygłosił ksiądz prałat Wyrębowski. W słowach pełnych namaszcze­nia sławił zmarłą jako „niewiastę mężną", której dusza była jak „stal hartowna", jak „jednolity granit". U podstaw całej działalności Kazimiery Gruszczyńskiej i całego jej ży­cia - głosił kaznodzieja - leżała „nieograniczona, mocna, potężna miłość Boża". Podkreślał, że Założycielka Zgroma­dzenia Sióstr Franciszkanek od Cierpiących nie oddzielała nigdy miłości Boga od miłości bliźniego: „Życie jej całe było wypełnione fundowaniem dzieł miłosierdzia, uczyła swe współpracowniczki poświęceń się dla cierpiących z za­parciem siebie (...)".

 
Po zakończeniu ceremonii liturgicznych z ulicy Wilczej wyruszył kondukt pogrzebowy, udając się w kierunku cmentarza na Powązkach. Konduktowi przewodził biskup warszawski Stanisław Gall Orkiestra Izb Rzemieślniczych p.w. św. Antoniego odegrała marsz żałobny Fryderyka Cho­pina. Na Cmentarzu Powązkowskim wygłosił krótkie prze­mówienie dr Józef Kizler. „Podziwialiśmy na posiedzeniach komitetu budowlanego jej rozum, jej siłę woli, łatwość uj­mowania wszelkich zagadnień techniczno-finansowych i szybkość decyzji (...) We wszystkich swoich poczynaniach śp. Kazimiera miała zawsze przemyślany i ustalony plan działania. Do celu zawsze szła z wiarą, drogą prostą, wy­trwale, bez kompromisów" - oświadczył dr Kizler. Następ­nie przemawiał ksiądz Feliks de Ville. Wygłosił on mowę w imieniu sierot z Izb Rzemieślniczych p.w. Św. Antoniego - zakładu, do którego założenia przyczyniła się wydatnie matka Kazimiera. „Ona to pierwsza karmiła i żywiła siero­ty z Izb Rzemieślniczych św. Antoniego (...) Niech Bóg Naj­wyższy odda jej to wszystko, co ona dla nich uczyniła, mia­rą wielką i natrzęsioną" - powiedział ksiądz de Ville.

 
Obraz przeżyć uczestników pogrzebu Założycielki Zgromadzenia byłby niepełny, gdybyśmy pominęli dwa fakty, których opis zachowany jest w dokumentach archi­walnych. Zanotował je Ignacy Kozielewski, nauczyciel jed­nej ze szkół średnich Warszawy. Jeden fakt dotyczy uzdro­wienia żony Ignacego Kozielewskiego. Miało ono miejsce -j ak stwierdza autor opisu - podczas Mszy świętej pogrzebo­wej odprawianej w kaplicy „Przytuliska" przez kardynała Kakowskiego w dniu 22 września 1927 r. Żona Kozielews­kiego cierpiała - czytamy w jego relacji - „na bardzo silne bóle głowy, na które medycyna nie miała lekarstwa". Mo­dląc się w czasie Mszy świętej, odczuwała nieustający ból głowy. Wówczas zwróciła się w błagalnej modlitwie do zmarłej: „Matko Gruszczyńska! Ty, która wszystko teraz możesz u Boga, spraw, abym przestała tak strasznie cier­pieć na głowę". W tym momencie uczuła na swym czole - pisze Ignacy Kozielewski - „jakby dłoń czyjąś, która powoli przesuwała się ku tyłowi, a jednocześnie usuwał się, topniał, zanikał specjalnie dokuczliwy ból, aż przeszedł bez śladu i nigdy już nie wrócił". Autor opisu tego faktu pozo­stawia go bez żadnego komentarza.

 
Drugi fakt miał miejsce w kilka godzin później na Cmentarzu Powązkowskim przy otwartej mogile matki Kazimiery. Jest on, w przekonaniu siostry Gerardy Kozielewskiej, cudownym uleczeniem jej przewlekłej choroby. Chroniczna choroba siostry Gerardy, franciszkanki od cierpiących - stwierdza jej brat Ignacy - doprowadziła do ogólnego wyczerpania jej organizmu, co uniemożliwiało chorej spełnianie obowiązków zakonnych. Postanowiła ona wziąć udział w pogrzebie Założycielki Zgromadzenia, mimo stanowczego zakazu lekarza ze względu na nadmier­ne osłabienie i przebyte świeżo ostre zapalenie oskrzeli. Z trudem zdołała dojść do cmentarza wraz z konduktem pogrzebowym. Stojąc nad otwartą mogiłą matki Kazimiery, zwróciła się do Niej z gorącą modlitwą, prosząc, aby mogła odejść z tego świata i nie pozostawać ciężarem dla Zgroma­dzenia, albo - jeśli jest taka wola Boża - aby mogła odzys­kać zdrowie i służyć nadal ludziom. W momencie, gdy skła­dała kwiaty na trumnie Założycielki, zyskała nieoczekiwa­nie pewność, że cieszy się całkowitym zdrowiem. Przepro­wadzone później badania lekarskie potwierdziły pełny po­wrót s. Gerardy do zdrowia. Jej brat, Ignacy Kozielewski napisał po latach: „od owej chwili upłynęło już siostrze Grardzie kilkanaście lat uciążliwej, odpowiedzialnej pracy i (..) cieszy się ciągłym zdrowiem".

 
Warto dodać, że autor opisu przytoczonych powyżej faktów wyznaje, że słyszał wcześniej „wiele" od swojej ro­dzonej siostry o życiu matki Kazimiery i zaznacza, że jego siostra nie ukrywała przed nim swego „uwielbienia dla Ma­tki Przełożonej". Również jego żona słyszała „wiele o świą­tobliwości Matki Gruszczyńskiej". Opinie te nie zdołały jednak obudzić w nim zainteresowania osobą Założycielki Zgromadzenia. Dopiero fakty uzdrowienia, jakie zdarzyły się w dniu jej pogrzebu, sprawiły, że zainteresował się — jak pisze — „niezwykłą sylwetką". Uważał, że opisane przez niego fakty uzdrowienia nie mogą być zaliczone do autosu­gestii. Po tych wydarzeniach I. Kozielewski zaczął zbierać wiadomości dotyczące życia i działalności przełożonej ge­neralnej. Wynikiem tego jest opracowany przez niego ży­ciorys matki Kazimiery, który pozostaje w rękopisie w ar­chiwum Sióstr Franciszkanek od Cierpiących. Autor tego opracowania pisze, iż jest ono nazbyt ubogie w porównaniu z „bogactwem życia" Kazimiery Gruszczyńskiej, życia „od­danego miłości Boga i służbie bliźnim".

 
Dzień pogrzebu Kazimiery Gruszczyńskiej był manife­stacją uznania jakie żywili dla Niej ci, którzy ją znali bliżej. Wszyscy kaznodzieje i mówcy podkreślali, że była osobo­wością wybitną. Ksiądz Wyrębowski oświadczył: „dziś nie spotyka się dusz tak wielkich", zauważył, że cierpienie było „koroną jej świętości", podkreślał „wielką moc charakteru" Założycielki zgromadzenia franciszkanek. Ksiądz de Ville mówił o jej „wielkim umyśle i sercu". Stwierdzono w dniu pogrzebu, że „dziwny majestat od niej bił". Pogrzeb był hołdem złożonym zmarłej, przy czym - jak wyraził to ksiądz Kwieciński - był to „hołd najgłębszej wdzięczności". Pełna wdzięczności pamięć, jaką pozostawiła po sobie mat­ka Kazimiera, nie zanikła z upływem lat. W dziesięciole­ciach po jej pogrzebie mnożyć się będą słowa podziwu dla jej działalności i wyjątkowych wartości duchowych.

Komentarze