3/ W służbie cierpiącym: MŁODOŚĆ - DRAMAT POSZUKIWANIA

       Wybór drogi życia przychodził Kazimierze Gruszczyńskiej wyjątkowo trudno. Odkrycie własnego powołania ko­sztowało ją wiele udręk duchowych. Był to prawdziwy dra­mat poszukiwania. Pierwszą decyzją, jaką podjęła bezpoś­rednio po powrocie ze Skierniewic, było poświęcenie się młodzieży. Postanowiła otworzyć w Kozienicach pensję. Jednakże dyplom uzyskany w Skierniewicach nie dawał jej uprawnień do prowadzenia zakładu wychowawczego. Za­istniała konieczność złożenia egzaminu dyplomowego przed komisją państwową. W tym celu udała się do Radomia. Egzamin zdała bardzo dobrze. Jednakże świadectwo, jakie otrzymała, opatrzone było adnotacją uniemożliwiającą jej otwarcie zakładu wychowawczego. Przyczyną takiego za­kazu była opinia władz policyjnych o aktywnym uczestnic­twie Kazimiery w manifestacjach patriotycznych. Dla Ka­zimiery Gruszczyńskiej był to nieoczekiwany cios życiowy. Zareagowała żywiołowo. Bez żadnego namysłu rzuciła dy­plom na stół, przewracając kałamarz z atramentem, który czarną strugą spłynął na kartę porzuconego świadectwa, zaś kałamarz spadając ze stołu wraz z dyplomem znalazł się pod nogami urzędnika władz gubernialnych. Ze wzbu­rzeniem i smutkiem powróciła do domu. Nie rozumiała jeszcze wówczas, że był to dopiero początek trudnej drogi, która miała doprowadzić ją do zorganizowania nowej wspólnoty zakonnej.

Tymczasem w Kozienicach nastąpiła zmiana probosz­cza. W 1868 r. funkcję proboszcza objął ks. Józef Khaun. W rok po jego nominacji biskup sandomierski Józef Michał Juszyński odbył w parafii kozienickiej wizytację kanoniczną. Wówczas to Kazimiera otrzymała z jego rąk sakrament bierzmowania - nadano jej imię Izydora.

Nowy proboszcz pozyskał pełne zaufanie Kazimiery. Stał się jej spowiednikiem i kierownikiem duchowym. Wy­kazując zrozumienie dla życiowych ideałów swojej penitentki, odegrał ważną rolę w jej duchowej formacji. Kazimiera zwierzyła mu się ze swojej tajemnicy - ślubu czystości zło­żonego przed dziesięcioma laty. Ksiądz Khaun słusznie uz­nał, że ślub złożony w dzieciństwie powinien zostać pono­wiony po osiągnięciu pełnoletności. Kazimiera Gruszczyń-ska ukończyła wówczas dwadzieścia lat życia, nie było więc przeszkód, by mogła złożyć ponownie uroczysty ślub doz­gonnej czystości. Przygotowała się do tego aktu bardzo sta­rannie: odprawiła rekolekcje, przez modlitwy, czuwania i posty polecała się Bogu, Matce Bożej i św. Józefowi, do którego miała od dzieciństwa nabożeństwo. Ślub złożyła 11 grudnia 1869 r. Dokonało się to w sposób uroczysty pod­czas Mszy świętej, którą w intencji Kazimiery odprawił ks. Józef Khaun. Polecił on organiście śpiewać w czasie tej Mszy pieśni: „Kto się w opiekę", „Szczęśliwy kto sobie patrona" i „Pod Twoją obronę". Dla Kazimiery był to najważ­niejszy dzień w życiu. Zwierzyła się po latach jednej z sióstr zakonnych, że dzień ten pozostał dla niej droższy niż późniejsze śluby zakonne.

Po upływie pięćdziesięciu lat, gdy obchodziła jubileusz tego pamiętnego dnia, będąc wówczas przełożoną general­ną Zgromadzenia Franciszkanek od Cierpiących, pisała do sióstr w liście okólnym: „Najdroższym moim siostrom, ku pamięci na dzień dzisiejszy. Wielki, święty jest dla mnie, bowiem jest rocznicą zaofiarowania się na służbę Bożą w Kozienicach dnia 11 grudnia 1869 r. W czasie Mszy św. przed ołtarzem Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, między godziną 7-8. Dziś dopełniły się dni pięćdzie­sięciolecia. W naszym oratorium, przed ołtarzem św. Józefa, w tejże godzinie. Wielki dzień miłosierdzia Bożego - jak umiałam, składałam swe nieudolne dziękczynienia za ten nadmiar łaski Bożej, że mnie powołał i tyle lat znosić ra­czył". Dzień 11 grudnia 1869 r. zapisał się w pamięci Zgro­madzenia Sióstr Franciszkanek od Cierpiących. Przyjął się w Zgromadzeniu zwyczaj, że w ważniejsze święta zakonne, zwłaszcza w rocznicę tego dnia, siostry śpiewały pieśni: „Szczęśliwy kto sobie patrona" i „Pod Twoją obronę". Wie­działy bowiem, iż sprawiało to szczególną radość matce Kazimierze.

W kilka miesięcy po złożeniu uroczystego ślubu doz­gonnej czystości Kazimiera przeżyła śmierć swojej matki — zgon nastąpił 25 sierpnia 1870 r. Z licznej rodziny Gruszczyńskich pozostał — oprócz Kazimiery - tylko ojciec i sie­demnastoletni jej brat Saturnin. Po śmierci matki Kazimie­ra musiała przejąć na siebie wszystkie obowiązki domowe. Prowadziła wówczas życie na sposób zakonny. Wstawała o godz. 5 rano, odprawiała ranną medytację (najczęściej z książki O naśladowaniu Chrystusa Tomasza a Kempis). Następnie uczestniczyła we Mszy świętej, przystępując co­dziennie do Komunii św. Później zabierała się do zajęć do­mowych. W wolnych chwilach odwiedzała chorych, wyko­nywała różne prace dla kościoła parafialnego. W godzinach popołudniowych szła do kościoła, gdzie adorowała Naj­świętszy Sakrament, odmawiała różaniec i inne modlitwy. Wieczory wypełniała jej lektura książek religijnych i nau­czanie dzieci katechizmu. Często miała zwyczaj chodzić do ogrodu, gdzie w samotności spędzała chwile między zaję­ciami. Przebywanie w samotności i modlitewnej ciszy stało się wówczas głęboką jej potrzebą.

W tych warunkach dojrzewała u Kazimiery Gruszczyń-skiej decyzja wstąpienia do zakonu. Po upływie wielu lat matka Kazimiera pisała na temat początków swego zakon­nego powołania: „Ten moment, w którym usłyszałam to wezwanie, głęboko zarysował się w mym sercu, pamięci, widziałam w tem wolę Bożą, pragnęłam ją spełnić, błaga­łam Boga o cudowną prawie pomoc, gdyż w warunkach ro­dzinnych uważałam to za niemożliwe". W sprawie wyboru Zgromadzenia zakonnego zasięgała rady ks. Józefa Khau-na, swojego kierownika duchowego. Trudnością dodatko­wą, jaką musiała pokonać, był brak zgody ojca na wstąpie­nie do zakonu jedynej jego córki. Za zgodą kierownika du­chowego postanowiła podjąć życie zakonne bez wiedzy swego ojca. Wybrała Zgromadzenie Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego a Paulo, znane pod nazwą szarytek. Ksiądz Khaun znał to Zgromadzenie i utwierdzał Kazimierę w ta­kiej decyzji. Pomagał jej w załatwianiu wszystkich potrzeb­nych formalności. O wyborze szarytek zadecydował fakt prowadzenia przez nie dzialności charytatywnej, w tym przede wszystkim szpitali. Ten kierunek działalności Zgro­madzenia zgodny był z ideałem Kazimiery, która od młodo­ści pragnęła służyć chorym i cierpiącym.

W drodze do Warszawy towarzyszyły jej sprzeczne uczucia. Z jednej strony przeżywała radość na myśl o wstą­pieniu do zakonu, równocześnie jednak ogarniały ją wątpli­wości czy dokonuje słusznego wyboru. Po przyjeździe do Warszawy udała się wprost do klasztoru szarytek na Tam­ce. Przy furcie zakonnej przyszło jej dość długo czekać na decydującą rozmowę. Nie znamy jej przebiegu. Matka Ka­zimiera przekazała jedynie fragmenty przeprowadzonej rozmowy. Zetknięcie się z atmosferą klasztoru nie spełniło jej oczekiwań - wręcz przeciwnie pozostawiło rozczarowa­nie. Z późniejszych wynurzeń Matki dowiadujemy się, że wówczas w głębi jej duszy dobywał się tajemniczy głos: „Nie tego od ciebie żądam". Aczkolwiek pozostawiła u szarytek przygotowane uprzednio dokumenty osobiste i uzys­kała zgodę na przyjęcie do zakonu, nie wróciła tam już nigdy. Po latach Kazimiera Gruszczyńska napisała: „gdy jednak nadchodziła chwila, aby przygotować się do drogi, jak­by mnie kto przykuł, byłam jak nieruchoma, nie umiałam siebie zrozumieć. Całem sercem pragnęłam, siłą woli odry­wałam się od wszystkiego, a jakaś tajemnicza siła mnie wstrzymywała. Nie mogłam odgadnąć wyroków Bożych. One były tajemnicą życia ukrytego, a jeszcze nie przyszła jego godzina". W świetle powyższej wypowiedzi jawi się w całej rozciągłości dramat poszukiwania ostatecznej drogi życia.

Cel, do którego Kazimiera nieugięcie zmierzała, pozo­stawał przed nią ciągle ukryty. Znalazła się w życiowym impasie. Podjęła w Kozienicach swoje normalne obowiązki. Wykonywała codzienne prace domowe, ale w głębi serca przeżywała bolesną udrękę. Modliła się usilnie o to, żeby Bóg wyjawił jej swoją wolę. Każdego dnia wychodziła wcześnie do kościoła. Ojciec udając się rano do biura, od­nosił jej klucze do mieszkania. Zastawał wówczas córkę w kościele zatopioną w modlitwie, nieczułą na to, co działo się wokół niej. W głębi jej serca toczyła się nieustanna wal­ka, która prowadziła do psychicznego wyczerpania. Kazi­miera stawała się coraz bardziej drażliwa. Nie mogła spo­kojnie znosić śpiewu, muzyki, uderzenia dzwonu. Jej psy­chiczne wyczerpanie było widoczne dla otoczenia. Ksiądz Khaun zabronił kościelnemu dzwonić, a organiście grać na organach podczas Mszy, w której uczestniczyła Kazimiera. Oddał jej klucz od bocznych drzwi kościoła, aby mogła się modlić przed Najświętszym Sakramentem ilekroć zaprag­nie. Udręki duchowe odbiły się ujemnie na wątłym organiz­mie. Dla wzmocnienia zdrowia lekarze zalecili Kazimierze przeprowadzenie kuracji. Z polecenia lekarza wyjechała do Warszawy w celu poddania się kuracji kąpielowej. Tutaj dowiedziała się o krystalizującym się ruchu apostolatu ko­biet, którego inspiratorem był ojciec Honorat Koźmiński. Wiadomość ta miała przełomowe znaczenie w jej życiu.

Komentarze