Listy do s. Magdaleny Łazowskiej (1)

1.7.(8).
Wielką, uroczystą, chyba najuroczystszą w życiu, jest obecna chwila dla Ciebie, Droga Siostro. Przy największym usiłowaniu nie zdołamy ocenić łaski powołania. Jest Ci czego powinszować, a zarazem życzyć, abyś, pracując wytrwale przy łasce Bożej, doszła do tej gorliwości, jakiej Twój Pan od Ciebie oczekiwać będzie (ta doniosła ceremonia nie bez woli Bożej przy Ks. Prałacie). Niech wszyscy święci, w których uroczystość dopełnia się ta doniosła ceremonia obłóczyn, wybłagają Ci hojne błogosławieństwo nieba. Niech ten moment przemiany sukni da Ci odczuć głęboko, wyryje nigdy nie zatarte uczucie zamarcia dla świata (nade wszystko dla siebie), a to jest najtrudniejsze. Z chwilą przyjęcia tej szaty wchodzisz w inny świat, obcuj w nim na każdy dzień. Szczerze Ci winszuję tego szczęścia, a na podziękowanie Panu Bogu za daną Ci łaskę i pomoc w tych naszych walkach, jak również o gorliwość i męstwo w najtrudniejszych walkach, jakie Cię spotkać mogą, ogólnie modlić się będziemy i nas polecam Twojej modlitwie. Wiele, wiele w tej uroczystej chwili uprosić możemy (--).

1.7.(9).
Całym sercem odczuwam Twój boleść, gdyż w tych samych warunkach przeszłam ten cios. Wiem, jaki to ból szarpie. Ale, moja Siostro, jakaż to dla nas pociecha, że możemy, z wiarą wziąwszy ten krzyż, iść z nim pod krzyż Chrystusów; ile tam siły, ile ulgi, ulgi prawdziwej, której żadne słowo ludzkie dać nie może. Wiem, że cierpisz, inaczej być nie może, boć to ojciec, któregoś kochała, ale ufam, że łaska Boża przyjdzie Ci w pomoc, aby cierpieć z pożytkiem duszy, poddając się we wszystkim woli Bożej. Jak człowiek cierpi, to z większym zrozumieniem wymawia te słowa: „bądź wola Twoja”. Sercem pragnęłam zaraz choć parę słów napisać do Ciebie. Nie wiedziałam, jaki tam obrót rzeczy. Wczoraj odebrałam Twój list, że tam jeszcze parę dni zostajesz. Pozostań, o ile widzisz konieczną potrzebę, znam Twą sumienność, że tak zrobisz, jak wobec Boga uważasz. Wszystkie współczują z Tobą. Polecam Cię opiece Bożej i Matki Najświętszej.
1908

1.7.(10).
Ponieważ przeważnie Siostra opiekuje się obydwoma domami, przeto w Twoje ręce przesyłam dla wszystkich serdeczne życzenia, aby uroczystość Narodzenia Pańskiego odrodziła nas wszystkich. To jest pragnienie Dzieciątka Jezus, z tym na świat przychodzi. Aniołowie głoszą pokój ludziom dobrej woli. Otóż, moje Najdroższe, przygotowujmy serca nasze, oczyszczajmy, najpierw brudy złości naszej natury zmywajmy łzami szczerego żalu, a przyozdabiajmy aktami gorących postanowień tej dobrej woli. Niech ta uroczystość nie przeminie, nie zostawiając pewnego zarysu postępu na drodze, na którą z największego miłosierdzia jesteśmy powołane. Niech przy żłóbku Dzieciątka Jezus odnowią się i umocnią nasze przyrzeczenia, a duch miłością Bożą ożywiony będzie. Temu Dzieciątku Jezus całym sercem pragnę Was wszystkie polecić przez przyczynę Najświętszej Matki i świętego Józefa, których opiece zawsze polecam.
1917

1.7.(11).
Toć już Twoje imieniny na dniach. Przesyłam Ci najserdeczniejsze życzenia, aby Ci Twoja Patronka wyjednała choć cząstkę tej miłości, jaką jej serce pałała dla Pana Jezusa. W jakiejkolwiek formie przypadają medytacje o tej świętej miłości, zawsze wyjątkowo mnie coś ciągnie do tych medytacji, zawsze tu one jakby nowe. A jak ona kochała swego Pana! A czyż my mało mamy pobudek do miłości i wdzięczności za Jego dobroć i miłosierdzie, dążmy więc do coraz gorętszej. Tego Ci z serca życzę jako i sobie.
Jak Wam już wiadomo z listu wczoraj wysłanego do s. Moniki, przyjechałyśmy szczęśliwe, jako było powiedziane, na godz. 6-tą wieczorem; ale dzięki Bogu, że już wyjechałam, bo faktycznie sił mi zabrakło pod każdym względem. Tutaj zastałam wir pracy; łącząc jedno z drugim trudno i wymagać większego ładu. S. Władysława tylko dziwnie chorobliwie usposobiona, niczym jej nie wytłumacz, jednej chwili chciałaby ten szpital rzucić i to na ogół może źle wpłynąć. Dość na nią spojrzeć, a cały proces wymalowany. W Ambulatorium mają chorego jednego. Niefortunne robi wrażenie Werusia, tak jakoś zordynarniała, pochmurna (--).
20 VII (bez roku)

1.7.(12).
Łączę się z Wami w tym smutnym orszaku, z jednej strony smutno, bo ubyła siostra, dobra siostra. Zostawiła najmilsze wspomnienie, była wzorem posłuszeństwa, wyrzeczenia siebie, a miłości dla drugich. W krótkim czasie przeżyła czasu wiele, dojrzała do nieba. Patrząc na jej cnoty, ceniłem ją i pragnęłam współpracy, ale inne wyroki Boże. A o ile praktycznie patrzeć, ona by nie wytrzymała dwuletniego kursu, kto wie, co by było, a tak Bóg ją udarował łaskami, wezwał po nagrodę, bo ona z wyrzeczeniem siebie pracowała dla Boga. A my mamy tę pociechę, odczuwając swego członka w niebie, inaczej trudno przypuścić. Wola Boża, wola święta! (--)
11 X 1920

1.7.(13).
Jaka to jest radość, pociecha dokoła, że Bóg przemienił tę chorobę; trudno opisać, ile było smutku. Tyle pociechy, ile błagania, dziś dziękczynienia. Wczoraj dostałam list ks. bpa Zdzitowieckiego, któremu posyłając obrazek donosiłam, że nam choruje siostra. Otóż pisze mi, że na jej intencję Mszę św. ofiaruje. Rozrzewniająca ta dobroć Boża dla swoich. Czyżbyśmy to miały, choćby w pałacach się znajdując? Dziękować modlitwą, dziękować czynem, w duchu pokory, bo to cała wartość nasza w tej cnocie.
Tylko aby teraz ostrożnie, abyście nie pasły z dobroci serca tego nienasytka – ostrożnie! Bo złe skutki byłyby. Tak Magda nieroztropnie zrobiła, że nie oddała mi depozytów i wszelkich kluczyków, jako być powinno. Teraz tymi dniami p. Wodzyńska przyśle kogoś pewnego po swój depozyt, nie wiem gdzie szukać, a to pilne (--).
5 I 1921

1.7.(14).
Prawdziwie ucieszyłam się z Waszego listu, bo te trudności są zapowiedzią błogosławieństwa Bożego; gdzie się zastaje taką sytuację, to cokolwiek pójdzie wyżej, zostanie ocenione. A jak było w Przytulisku, naturalnie nie wiecie, boście wówczas nie istniały. Trzeba tylko ufać w pomoc Bożą, przede wszystkim pilnować swoich zobowiązań, nic nie wydziwiać, nie wykazywać tych niedoskonałości, aby sobie nie zrazić, tylko zaspokajać, ile się da. S. Natalia niech nie skąpi, bo tym najprędzej trafi; co innego oszczędność, którą cenię, a co innego skąpstwo, którego nienawidzę (--).
15 III 1922

1.7.(15).
Donosi Siostra, że s. Salomea wróciła, gdyż tak się umówiłyśmy, bo miałam zamiar po powrocie z kuracji zaprosić ją tutaj i osobiście poruczyć obowiązek przełożonej domu, jak to na Radzie jest zdecydowane. Ale po całomiesięcznych ciężkich bólach jestem do niczego. Przeto proszę, jak we wszystkim Siostra ma prawne zastępstwo, tak i tym razem niech w moim imieniu odda ten wielki, święty obowiązek przełożonej domu. Od dobrego spełnienia onego zależy pokój, chwała Boża, rozwój dzieła. Trudne to zadanie, ale przy dobrej woli, z ufnością w pomoc Bożą, kierując się duchem posłuszeństwa – Bóg pobłogosławi, dopomoże ku ułatwieniu. Obznajmi Siostra z regulaminem, jaki przesłałam; o ile to będzie spełnione, błogosławieństwo Boże zajaśnieje i pokój zawita, co stanowić będzie prawdziwe szczęście dla całego Zgromadzenia, czego całym sercem życzę i opiece Bożej oddaję.
15 VIII 1922

1.7.(16).
Można kornie odmówić „Te Deum” za to nowe dobrodziejstwo, jakim nas Opatrzność udarowała. Dla Ciebie widać było sądzone, abyś się tą sprawą zajęła, i dał Ci tę łaskę, swą pomoc do przeprowadzenia. Obyśmy umiały i mogły pracować tam dla chwały Bożej; są ku temu dane, pole pracy wielkie, ale osób?... Trzeba cudu – ustępują a nie wstępują – dopust Boży. Prośmy, błagajmy, przez modlitwę i czyny, aby nas Bóg pomnożyć raczył. Jednak, bądź co bądź, co teraz zaradzić, wykazuje się znów jakby wola Boża, z Nim masz zapoczątkować tę pracę. Nigdy tego wyboru nie robiłam; zastanawiając się głębiej, widzę, że najodpowiedniejszy. Jak Siostra paliła się, nic jako na one Kresy, tak teraz siostra Balbina, o niczym teraz nie mówi, tylko widzi owocną pracę na Kresach. Powiem Ci szczerze, że mi żal ją wysłać, bo tu też bardzo potrzebna, nieomal łzy mi stanęły w oczach na jej wyjazd z Kozienic – starsza, praktyczna, pracowita – tu cały odmęt obecnie jest pracy, tu zajrzeć, tu dojrzeć – wielki brak jej widzę i nigdy nie byłabym sama zaproponowała, ale gdy sama o to prosi, widzę wolę Bożą. Boć wie, jakie tam będą trudności, przede wszystkim brak kościoła; na wszystko gotowa, tam potrzebna dla chwały Bożej. Wyrzeka się nawet być na ceremonii kamienia węgielnego, aby Ci iść z pomocą. Rzeczywiście ona najodpowiedniejsza, przeszła wiele w najtrudniejszych czasach wojny, dalej z budową itp.; zawsze wyszła cało, z godnością. Z niej będziesz mieć pomoc czy we wspólnej pracy, czy wyjedziesz, ona bystro wszystko widzi i Tekli dopatrzy (--).
29 VIII 1922

1.7.(17).
Choć w paru słowach chcę Ci przesłać najszczersze życzenia. Oby nam Bóg pozwolił doczekać wzrostu i utrwalenia ducha powołania według swej świętej woli, tego jedynie pragnę i Tobie całym sercem życzę, oddając opiece Bożej. Piszę w łóżku, trzeci dzień leżę, już dwa razy miałam pantopon, choć tu wszystko bardzo miło znalazłam. Spokojnie pracują wspólnie. Deszcze i deszcz, ale jeszcze nie za wiele na jarzyny, tylko kawałek żyta ścięty, nadzieja, że się wyjaśni. Jozefata podgorączkowuje, mówi, że to już od trzech lat przechodzi stan taki, zwłaszcza w porze upalnej. Dzięki Bogu, że s. Leokadia przeszła tę straszną chwilę. Ciekawam, co to było?
Na dziś dosyć tego pisania. Żeby nie s. Magdalena, to by mi się nie chciało pisać. Wczoraj bardzo cierpiałam, tylko doktorowi Ch. proszę nie mówić. Wszystkie leki mam z sobą. Wszystko w mocy Bożej.
20 VII (bez roku)

1.7.(18)
Dziś Wasz list odebrałam, minął się z moim. Co do s. Józefy Ż., ponieważ było zastrzeżone, że nigdy bez uprzedniego zapytania i zezwolenia na takie niespodziewane przyjazdy nie pozwalam, wobec takiego lekceważenia poleceń, choćbym mile ją widziała i nawet chciała, aby uwielbiała działa Boże, dziś nie mogę zaprosić, bo sama przekreślałabym posłuszeństwo – smutno, ale musowo.
Co do s. Józefy M. fakt skończony, wedle ich zasady; toż samo było w roku zeszłym. Takiej metody nie mogę uprawniać; sprawdziła to i ma, zawsze samowola, po cóż grać rolę zależności. Żadnych upoważnień dawać nie mam racji.
To zaś polecam, a Siostrę proszę, aby zakomunikowała obydwom stronom, SS. Józefie i Władysławie, ponieważ pisałam, aby wysłała natychmiast s. Aleksandrę, której grozi pogorszenie (--).
21 VII (bez roku)

1.7.(19)
We wszystkim dopust Boży, ale obecne wakacje, od wyjazdu aż dotąd, to same kłopoty, ze wszech stron. Na dodatek teraz Teofila, nie wykazała nigdy gruntu; list jej, że rzucić szpital, bo mało okazują szacunku – to dokument powołania; naturalnie modlić się to jedyna ucieczka. Irena miała jeszcze pozostać, ale ją w sobotę wyślę, aby pojechała do Pabianic; ona też nie Serafin, ale trzcina. Co do s. Alojzy, w liście wczoraj pisanym już niby się godziłam na ten wyjazd, ale nad świtkiem, bo od godz. 3.30 rano oka nie zamknęłam, aby zdążyć telefonem odwołać; bo to do niczego takie przejazdy, boć nie kuracja; więc jak tam chce. Albo tutaj, albo jak o to wpierw prosiła, do rodziców. Teofila też prosiła do Rabki – odmówiłam, boć tam jedynie dla dzieci, a jej potrzebne na reumatyzm. Więc jedna do Ciechocinka; ale bądź co bądź, gdyby pojechała Alojza do Rabki, a jej odmówiono, byłby nowy zgrzyt.
Jak tu o siłach myśleć, kiedy się snują jak nić z kłębka przykrości. Jedne nie zelżeją, a już drugie… Dobrze, że ta Teofila jedzie z Wami do Ciechocinka, może się co polepszy. Na dobrą sprawę, to by wypadało ją zabrać, jeżeli się jako ocuci; przyszła mi myśl taka: może Lodzia Biernacka na jej miejsce, a Teofila na miejsce Lodzi – czy ja wiem? Teraz ta s. Władysława, to też do zamęczenia swymi projektami chirurgicznymi, jak nie ma osób. Toć tam łatwiej jeszcze jaki rok poprzestać na tym jak jest, a potem poważnie rozpocząć. Jestem wprost przeciwna tym planom; tam jest nasze, będzie mniej, to mniej, aby wyżyć. Nikt nam domu nie zamknie, a tu rujnować, kiedy już ledwo dyszy. Napisz do niej z miłością, ale dokładnie, przecież mnie to zamęczy. Może św. Józef wyprosi nam jaką pomoc. Ta młodzież obecna, Boże, zmiłuj się na nami. Już na dziś dosyć. Wszystkie pozdrawiam, Bogu oddaję.
29 VII (bez roku)

Komentarze